sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 2

Już po chwili zaczęli konsumować swoje dania. Nie wiedząc o czym zacząć rozmowę siedzieli w ciszy. Po paru minutach wyszli z restauracji i wtedy do Seleny zadzwonił telefon. Był to jej menadżer. Nacisnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do prawego ucha.
- Tak? - zapytała.
- Wracajcie do hotelu... - powiedział.
- Będziemy za jakieś dziesięć minut - odpowiedziałą dziewczyna.
- Nie za dziesięć minut tylko za dwie... Zaraz przyjedzie po Was samochód - powiedział po czym rozłączył się.
Już po chwili podjechała do nich czarna limuzyna, do której cała szóstka wsiadła i zajęła miejsca.
- Ale Ty masz się fajnie - skomentował Niall - Przyjeżdżają po Ciebie gdzie tylko będziesz chciała - dodał.
- Czy ja wiem, że to jest fajne..? - zastanawiała się - Za sławę się płaci... - dodała - Tłumy fanek i fanów chcących autografy i zdjęcia... Jest to męczące, widzieliście przecież co się dzieje przy hotelu...
- Może i tak, ale lepiej się wybić i być tak sławnym jak Ty niż jakby miałoby być inaczej... - stwierdził Liam.
- Czasami tęsknię za dawnym życiem... - oznajmiłą brunetka - Spotykanie się z przyjaciółmi... Teraz muszę uważać na każdym kroku aby wyjść jak idealna, grzeczna dziewczynka... Muszę uważać na każde wypowiedziane słowo... - dodała.
- No tak, masz recenzję raczej grzecznej dziewczynki... - skomentował Harry - Ale zawsze można tą recenzję jakoś podważyć - zauważył.
- To nie ja o tym decyduje... - powiedziała - Jestem taka jaką każą mi być - dodała.
- Kto każe Ci być taką jaką jesteś teraz? - zapytał brunet.
- Mój menadżer... Jest strasznie przewrażliwiony na moim punkcie... Traktuje mnie niemal jak własną córkę - powiedziała brunetka - A rzecz jasna, nią nie jestem...
Powoli dojeżdżali do hotelu pod którym było pełno fanów Gomezki. Dziewczyna założyła okulary przeciwsłoneczne, po czym wyszła z limuzyny. Ochroniarze przeprowadzili całą szóstkę bezpiecznie do holu, po czym nastolatka zdjęła swoje okulary.
- Dlaczego zakrywasz się pod okularami? - zapytał Louis.
- Tak jest łatwiej uciec od różnych spojrzeń... Najlepiej patrzeć zawsze w dół, gdy przechodzi się pomiędzy fanami... - wyjaśniła.
Od razu po tym podeszli do nich menadżerowie. Selenie od razu zszedł uśmiech z twarzy.
- Więc widzimy się jutro... Punkt dziesiąta na sali przy Big Ben'ie - zarządził menadżer Gomezki.
- Będziemy na czas - powiedział Paul, po czym wraz z chłopakami wyszedł z hotelu.
Pojechali do domu Paul'a, gdzie czekałą na nich już jego żona wraz z dzieckiem na rękach.
- Ale słodziak - skomentował Harry wręcz wyrywając z rąk kobiety dziecko.
- Ymm... - zamyśliła się kobieta.
- On tak ma, niech się Pani nie przejmuje... - powiedział Liam.
- Przynajmniej na chwilę uwolnię się od tego dzieciaka - stwierdziła - Głodni? - zapytała.
- Może trochę - odpowiedzieli razem siadając przy stole.
Harry nadal bawił się z dzieckiem unosząc je i opuszczając z czego młode miało uśmiech na twarzy.
- Zostaw już to dziecko, Harry - powiedział Louis.
- Dlaczego? - zapytał.
- Jeszcze zrobisz mu krzywdę - stwierdził chłopak.
- Zabawne... - prychnął brunet wychodząc z pomieszczenia wraz z dzieckiem.
- Niańka się znalazła - prychnął Zayn.
- Tak właściwie to ma może któryś numer do Seleny? - zapytał blondyn.
- Zapomniałem się jej o to zapytać... - powiedział Liam, a reszta przytaknęła.
- Harry! - krzyknęli niemal równocześnie.
Chłopak już po chwili był w kuchni.
- Co? - zapytał oburzony.
- Masz numer do Seleny? - zapytał Niall - Z tego co wiemy to Ty najwięcej z nią rozmawiałeś - zauważył.
- Oczywiście, że mam - odpowiedział - Ale Wy go nie dostaniecie - powiedział, gdy zauważył, że wstawają z krzeseł.
- A... Ale dlaczego? - zapytał zasmucony Louis.
- Było trzeba pomyśleć wcześniej... - powiedział brunet - Wychodzę... Mógłbym wziąć ze sobą tego słodziaka? - zapytał zwracając się do Paul'a.
- Ma na imię Jake.. Możesz - powiedział menadżer.
- W takim razie my idziemy - powiedział uśmiechając się, po czym wychodząc z domu.
- Odbiło mu - stwierdził Liam.
- Ojjj.. Tak - odpowiedział Louis.

***

Harold już po chwili był w hotelu, gdzie miała przebywać Gomez. W holu niespodziewanie spotkał Margaret.
- Cześć, widziałaś może Selene? - zapytał podchodząc do niej.
- Yyy... Selene? - zapytałą niepewnie - Nie.. - odpowiedziała.
- No cóż... W takim razie muszę iść do jej pokoju... Wiesz który to numer? - zapytał.
- Chyba 218 - odpowiedziała - Skąd masz te dziecko? - zapytała blondynka.
- Naszego menadżera - odpowiedział - To ja będę leciał - dodał.
- Nie pogadasz ze mną? - zapytała.
- Przepraszam Cię, ale naprawdę nie mogę - odpowiedział burnet odchodząc od swojej koleżanki sprzed trzech lat.
"Co mam teraz zrobić!? Przecież, gdy teraz tam pójdę to będzie to podejrzane..." - pomyślała.
Mimo wszystko postanowiła być tam szybciej od bruneta. Udało jej się go wyprzedzić schodami, gdyż widziałą, że ten jedzie windą. W ostatnim momencie weszłą do pokoju numer 218. Po chwili rozległo się w nim pukanie.
- Chwileczkę! - zawołała szybko ubierając się.
Po niecałych pięciu minutach otworzyłą drzwi, ubrana w to:

- Już nowy strój? - zapytał zdziwiony.
- Jak widać tak... - odpowiedziała - Kogo Ty tam masz? - zapytała uśmiechając się.
- Dziecko naszego menadżera... - odpowiedział.
- Ale słodkie... Jak ma na imię? - zapytała biorąc małego na ręce.
- Jake - odpowiedział - Lubisz dzieci? - zapytał.
- Wiesz... Gdybym miała mieć swoje to nie, ale jak jest kogoś to chętnie się nimi zajmę - oznajmiła brunetka.
- Aaaa... - powiedział - To co powiesz na jakiś spacer? - zaproponował.
- Chętnie - odpowiedziała - Tylko wezmę kartę od pokoju - dodała.
Już po chwili byli na zewnątrz otoczeni fanami dziewczyny. Gdy tylko zobaczyli ten tłum postanowili, że wyjdą tyłem, tak aby nikt ich nie zauważył. Tak jak postanowili tak też zrobili. Wyszli tylnymi drzwiami i już po chwili byli w parku. Tam długi czas rozmawiali.
- Przypominasz mi kogoś... - stwierdził Harry.
- Niby kogo? - zapytała Selena.
- Masz podobny do niej uśmiech... - wyjaśnił - Moją koleżankę sprzed trzech lat...
- To niemożliwe... Ludzie są do siebie podobni, ale bez przesady... - zaśmiała się - Jak ona wygląda i jaka jest? - zapytała.
- No właśnie... Ona jest blondynką, ma jaśniejsze oczy... Ale posturą i uśmiechem strasznie mi ją przypominasz... Samym poruszaniem się - oznajmił - Z charakteru jest... Hmmm... Powiedziałbym, że tajemnicza, ale mimo to bardzo ją lubię.. - odpowiedział - Szczerze powiedziałbym nawet, że coś więcej niż lubię...
Gomez w tym momencie wypluła lody, które wcześniej sobie kupili.
- Coś nie tak...? - zapytał zdezorientowany.
- Nie, nie... Tak tylko... - powiedziała brunetka ocierając swoje usta.
- Dziwne zareagowałaś - zauważył.
- Przepraszam... Zdziwiłam się - wyjaśniła brunetka.
- Niech będzie... To może pójdziemy odstawić Jake'a do domu? - zaproponował.
- Jasne... - odpowiedziała uśmiechając się.
Selena wraz z Haroldem wstali z ławki i skierowali się do domu menadżera chłopaków. Przez całą tą drogę brunetka nie mogła uwierzyć w słowa swojego kumpla... Nigdy nie powiedziałaby, że mógłby on się zakochać w niej. Zwykłej dziewczynie, tancerce poznanej w X-Factor. Gdy tylko weszli do środka, a następnie do salonu, całą czwórka podniosła się z miejsc, gdy tylko ujrzeli gwiazdkę.
- Cześć - powiedzieli niemal równocześnie.
- Hej - odpowiedziała Selena - Idziecie gdzieś z nami? - zapytała wskazując palcem to na siebie to na Harry'ego.
- Oczywiście - odpowiedział Liam.
- O kogo my tu mamy... - powiedział Paul - Co Cię do nas sprowadza? - zapytał uśmiechając się.
- Harry po mnie przyszedł, a teraz przyszliśmy odprowadzić Jake'a i przy okazji ukraść resztę chłopaków, oczywiście jeśli można... - wyjaśniła.
- Bierz ich nawet na cały rok - powiedział mężczyzna, po czym brunetka zaczęłą się śmiać.
- Ej, aż tacy źli to nie jesteśmy - opomniał się Louis.
- Jasne... Chodźcie - pogoniłą Gomez.
Wszyscy wyszli z domu Paul'a i postanowili trochę pochodzić po mieście.

~*~
 
No więc jest i kolejny rozdział...
Wiem, ze nie każdemu może się podobać akurat ta fabuła i powiecie zapewne, że jest nudno, ale tak jest chyba w każdym blogu na starcie więc proszę uzbierać się w cierpliwość...
Ten rozdział ukazał się szczerze szybciej niż podejrzewałam... ;) Z czego rzecz jasna bardzo się cieszę...
Wyszedł także dłuższy niż podejrzewałam, ale jak ma się atak weny to trzeba pisać!!!
Do zobaczyska, ziomeczki ;)
 
~Maddie~

1 komentarz: